Śmingus-dyngus w czasach staropolskich


Śmingus-dyngus przy studni

W XVIII wieku śmingus-dyngus trwał kilka dni. Jędrzej Kitowicz, ksiądz, historyk i pamiętnikarz w swoim najbardziej znanym dziele "Opis obyczajów staropolskich za panowania Augusta III" zanotował, że w poniedziałek wielkanocny mężczyźni oblewali wodą kobiety, a od wtorku przez kilka kolejnych dni kobiety oblewały mężczyzn. Zabawa trwała jednak nie dłużej niż do Zielonych Świątek, czyli nie dłużej niż 50 (!) dni.

Kitowicz zauważał, że stosowano kilka strategii zabawy.
- I tak, dystyngowani amanci oblewali panie, które obdarzali afektem dyskretnie i delikatnie wodą różaną, albo inną ładnie pachnącą z buteleczki, albo niewielkiej sikawki;
- swawolnicy nie zważali na maniery, oblewali kobiety zwykłą wodą z garnków, szklanic, dużych sikawek. Strumień kierowali na twarz, albo na całą postać, mocząc ją od stóp do głów.

Historyk dodawał: "A gdy się rozswawolowala kompania, panowie i dworzanie, panie, panny, nie czekając dnia swego, lali jedni drugich wszelkimi statkami, jakich dopaść mogli; hajducy i lokaje donosili cebrami wody, a kompania dystyngwowana, czerpając od nich, goniła się i oblewała od stóp do głów, tak iż wszyscy zmoczeni byli, jakby wyszli z jakiego potopu. Stoły, stołki, kanapy, krzesła, łóżka, wszystko to było zmoczone, a podłogi jak stawy wodą zalane."

Ci, którzy spodziewali się dyngusowego szaleństwa, przed wielkanocnym poniedziałkiem starali się zabezpieczyć domowe sprzęty przed zalaniem. Zakładali też skromniejsze stroje, by w ferworze zabawy ich nie zniszczyć.

Największą ponoć atrakcją było zaskoczyć damę w łóżku. Nie miała wówczas szans na ucieczkę i po chwili pływała pomiędzy poduszkami i pierzynami. Chcąc uniknąć takiej przygody, tego dnia kobiety starały się wstawać wcześnie, albo barykadowały się w pokoju. Z drugiej strony wrodzona nieśmiałość uniemożliwiała im śmingusowe atakowanie mężczyzn w podobnej sypialnianej sytuacji.

Śmingusa-dyngusa praktykowała nie tylko szlachta, ale także pospólstwo. Parobcy łapali dziewczyny i wlekli je do stawu, albo nad rzekę. A tam wrzucali do wody. Niekiedy też bez umiaru lali wodą ze studni, tak długo, aż dziewczynę chwyciły dreszcze.

W miastach zaś i chłopcy, i dziewczyny wylewali na przechodniów garnki wody, albo oblewali ich z sikawki.

Jędrzej Kitowicz nie wykluczał, że zwyczaj wywodzi się z Jerozolimy. "Żydzi schodzących się i rozmawiających o zmartwychwstaniu Chrystusowym wodą z okien oblewali dla rozpędzenia z kupy i przytłumienia takowych powieści." - napisał. Zaznaczył także, że według innych opowieści, początek dyngusa związany jest z czasami wprowadzenia chrześcijaństwa do Polski i zbiorowymi chrztami. Wtedy to po raz pierwszy oblewano wodą nie pojedyncze osoby, a całe wsie i grody, a wody nie szczędzono.

Zobacz także