Z łuku do aktorów


Jan Chryzostom Pasek
piszący "Pamiętniki"

Jeśli sądzicie, że sztuki teatralne wywołują silne spory wśród widzów dopiero od niedawna, jesteście w błędzie. Publiczność żywo reagowała na występy aktorów także przed wiekami. Jan Chryzostom Pasek w swych niezwykłych "Pamiętnikach" opowiada o dramatycznych wydarzeniach, których był świadkiem w roku pańskim 1664. Wówczas to cudzoziemscy aktorzy wzbudzili swym kunsztem nie lada emocje w polskiej szlachcie.

Rzecz rozegrała się w Warszawie, gdzie po trudach wojny z Moskwą, na zwołanym Sejmie bawiła polska szlachta. Obserwując królewskie zwyczaje i pracę dworu, szlachetnie urodzeni zauważyli, że bywają lekceważeni przez panujących i urzędników, którzy nie poświęcają im tyle uwagi, ile powinni. Para królewska, niewątpliwie za sprawą Marii Gonzagi, zdecydowanie miała preferować kontakty z licznie obecnymi na dworze Francuzami. Królowa wyraźnie faworyzowała swych rodaków, a ci dawali odczuć Polakom swą wyższość. Budziło to oczywistą niechęć do gości i ta wkrótce znalazła ujście za sprawą teatralnego przedstawienia.

Spektakl wystawiany był z okazji zwycięstwa króla francuskiego nad niemieckim cesarzem przez stworzoną ad hoc trupę teatralną złożoną z francuskich gości. Widowisko przygotowano z wielkim rozmachem. Jedną z atrakcji przedstawienia miał być pokaz fajerwerków. Nic też dziwnego, że zwiedziona takimi zapowiedziami szlachta, tłumnie stawiła się w teatrze. Bez większego zainteresowania obserwowano wejście na scenę kolejnych postaci, odgrywane pojedynki, potyczki i bitwy. Atmosfera zrobiła się jednak napięta, kiedy jeden z aktorów grający rolę cesarza, prowadzony na łańcuchu, jako wzięty do niewoli jeniec, przekazywał królowi francuskiemu koronę. Polacy rozpoznali w nim znielubionego faworyta królowej. Jeden z polskich dragonów, nie wiadomo czy to poruszony aktorskim kunsztem Francuza, czy też dając upust żywionej doń niechęci, krzyknął, by zabić jeńca, bo jeśli ten przeżyje, mścić się będzie. Po czym wyciągnął łuk i strzelił z niego zabijając aktora. W ślad za wspomnianym dragonem, poszli inni widzowie, jakby sztuka teatralna pomyliła im się z prawdziwym życiem i tych Francuzów, którzy nie zdążyli uciec ranili, albo wręcz pozbawili życia. Po czym dyskretnie oddalili się z miejsca zdarzenia.

Na prośbę żony, Jan Kazimierz zarządził pościg za łucznikami. Wysłani polscy rycerze nie kwapili się jednak to tego, by ująć winnych zamieszania i doprowadzić ich przed oblicze miłościwie panujących.

Opowieść o wydrze pana Paska znajdziesz tutaj>> , a o entuzjastach muzułmańskiej nawałnicy tutaj>>

Zobacz także